Znasz ten ból, gdy nie masz się do kogo przytulić? Gdy brak Ci najbliższych? Gdy siedzisz zamknięty w czterech ścianach krzycząc i nikt nie słyszy Twojego krzyku? Gdy ból fizyczny jest przyjemniejszy od bólu psychicznego, który zjada Cię od środka? Czuję to za każdym razem zostając sama. Strach. Boję się o siebie, o Ciebie, o nas. Czuję, że w każdej chwili mogę stracić to o co starałam się całe życie - szczęście. Stracić zupełnie chęć do życia. Być wrakiem człowieka, bez uczuć, bez emocji, bez serca, zmysłów i rozumu. Stracić Ciebie, stracić siebie - największy ból. To co daje mi szczęście, zabija jednocześnie. Są chwilę, gdy boję się nawet oddychać, bo może to być ostatni oddech, ostatni oddech, w którym będzie woń miłości, szczęścia. Patrząc na Ciebie mam strach w oczach. Boję się Cię skrzywdzić. Boję się Twojego smutku. On rani najbardziej. Lęk. Strach. Smutek. Chyba tylko tyle w sobie teraz mam. Zaczynam proces autodestrukcji. Nie chce żebyś na to patrzył, bo dobrze wiesz ile dla mnie znaczysz. Bez Ciebie nie daje rady. Bez Ciebie umieram. Przepraszam, że niszczę wszystko.
Szczerze z serca, o wszystkim, o życiu, ale głównie o miłości. "List do K" pisane z dedykacją dla pana, który 15.04.2013 oficjalnie zajął lożę honorową w moim sercu. Nie opuścił jej i szybko tego nie zrobi. Mimo to mam nadzieję, że ktoś, tam na górze, da nam szansę, by iść za rękę krętymi ścieżkami życia i stworzyć dla nas własny Eden. Spełniać marzenia, kochać się i być szczęśliwymi tworząc coś co zamknięte w jednym prostym słowie. Zbudujmy to i trwajmy razem na wieczność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz