Nie potrafię już odróżniać płytkiej wody od głębokiej. Wydaje się, że jest łatwo, a zawsze skaczę tam gdzie tonę, mimo że doskonale pływam. Spadam na dno. Po raz kolejny. Następnym razem już mogę nie wypłynąć, mogę nie wstać, nawet jak podadzą mi pomocną dłoń. Mogę już nie chcieć zostać. Mieć to już za sobą. Jestem tak wysoko jak nikt jeszcze nie dotarł, ale z góry szybko się spada. Gorzki smak papierosów, gorzki smak wódki, gorzki smak narkotyków, gorzki smak życia. Używki pomagają i nie zaprzeczaj. Dzięki nim odcinam się od świata. Można to nazwać pozornym szczęściem. Pocięte dłonie, popalone gardło, zawroty głowy - tak, lubię to. I nie żałuję niczego, z wyjątkiem tego, że Cię straciłam. Raz - następnego nie będzie. Udowodnię że nie jesteśmy kolejnym nudnym wątkiem w życiu młodych, jesteśmy historią wartą zachodu. Warci wszelkiego poświęcenia - walczmy. Walczmy o szczęście. Moje. Twoje. Nasze. Jest coś, co nas łączy. Coś większego niż przyjaźń, coś większego niż miłość. Coś wyjątkowego. Albo to tylko moje złudzenia...
Szczerze z serca, o wszystkim, o życiu, ale głównie o miłości. "List do K" pisane z dedykacją dla pana, który 15.04.2013 oficjalnie zajął lożę honorową w moim sercu. Nie opuścił jej i szybko tego nie zrobi. Mimo to mam nadzieję, że ktoś, tam na górze, da nam szansę, by iść za rękę krętymi ścieżkami życia i stworzyć dla nas własny Eden. Spełniać marzenia, kochać się i być szczęśliwymi tworząc coś co zamknięte w jednym prostym słowie. Zbudujmy to i trwajmy razem na wieczność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz