Krzyk. Ciebie nie ma tu obok. Szloch. Serce rozpada się już nie na miliony kawałków, rozpada się na atomy. Jesteś heroiną. Dajesz szczęście, a gdy odchodzisz powoli umieram. Tak, to śmierć. Powolna i bardzo bolesna. Leże w łóżku i ból przeszywa każdą część ciała i duszy. Najgorsze jest, że nawet to cierpienie sprawia mi radość. Dlaczego? Bo to przez Ciebie, dzięki Tobie. Jesteś bólem i radością, złem i dobrem, porażką i szczęściem, niebem i piekłem, nienawiścią i miłością, goryczą i słodyczą, zimnem i ciepłem. Jesteś wszystkim, pierdolonym paradoksem. Cały świat zamknięty w jednej osobie. To magiczne. Tylko Ty w ciągu sekundy potrafisz diametralnie zmienić mój nastrój. Łzy zamieniasz w uśmiech, uśmiech w łzy. Oddam wszystko, żebyś był teraz obok, gdzieś blisko. Żebyś był dla mnie, przy mnie. Żebym mogła oddychać dla Ciebie i żyć dla Ciebie. To już chyba mój koniec... Brak mi sił do życia. Mój sens - znika i się pojawia. Błagam, napraw mnie. Podaj rękę, wyciągnij mnie. Nie mogę dać Ci wiele, ale dam wszystko co mam. Dam Ci siebie, może to wystarczy. Czy moja miłość wystarczy? Wystarczy dla nas dwoje. Na wieczność.
Szczerze z serca, o wszystkim, o życiu, ale głównie o miłości. "List do K" pisane z dedykacją dla pana, który 15.04.2013 oficjalnie zajął lożę honorową w moim sercu. Nie opuścił jej i szybko tego nie zrobi. Mimo to mam nadzieję, że ktoś, tam na górze, da nam szansę, by iść za rękę krętymi ścieżkami życia i stworzyć dla nas własny Eden. Spełniać marzenia, kochać się i być szczęśliwymi tworząc coś co zamknięte w jednym prostym słowie. Zbudujmy to i trwajmy razem na wieczność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz