sobota, 22 czerwca 2013

17.

Zawsze bezgranicznie oddana, kochająca i ufająca, tracę nadzieję. Wiara w miłość pęka niczym szkło. Tracę ciepło w sercu i zatracam się w otchłani obojętności. Każda chwila jest pustką, przepełnioną goryczą, że zanim spojrzę w Twoje oczy odejdziesz. Nie będziesz już przy mnie, nie będziesz już mój. Zawsze oddychałam dla siebie, żyłam dla siebie i niszczyłam się dla siebie.Dziś robię to dla Ciebie i z Tobą, mimo że boję się, boję, boję... Mam ochotę Cię objąć, mieć pewność, że zawsze będziesz mnie kochał, kochał nie za to co mam, tylko za to kim jestem. Za to, że jestem tylko dla Ciebie. Mimo że zatracam się w moim świecie, innym niż Twój, chciałabym zawsze móc przyjść i wiedzieć, że mnie przyjmiesz pod swój dach i przytulisz z tą swoją skurwysyńską czułością. To za głośno... Ta cisza jest zbyt głośna. Rozbija mnie. Jestem kochana, zbyt mocno kochana, nie zasłużyłam na to. Takich jak ja się nie powinno kochać. Zły człowiek zawsze pozostanie złym, mimo wszystko złym. Za każdym razem gdy unosiłam ręce do nieba, błagając wszechświat o szczęście, błagałam o Ciebie, ale nie zasłużyłam. Dlaczego zła? Nieświadomie, z premedytacją. Taka już jestem. Gdy kiedyś odejdziesz, gdy z uniesień pozostanie uniesienie brwi, a z wzruszeń wzruszenie ramion, siedząc gdzieś na małej ławce przy polnej drodze i popijając wino, uniosę ręce do góry błagając o szczęście, ale nie dla mnie. Dla Ciebie. Mi nie będzie ono już potrzebne. Nie tam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz