Postrzeganie siebie podczas życia człowieka ma wiele etapów. W wieku piętnastu lat przeżyłam już kilka. Patrząc na to przez pryzmat czasu, były to bardzo diametralne zmiany. Nieśmiała, gruba dziewczynka z pulchną buzią, skupiona na nauce, nieposiadająca przyjaciół, bojąca się odezwać zmieniła się w zakompleksioną, lecz już trochę bardziej śmiałą i mniej strachliwą. Ta zaś w pewną siebie, towarzyską, lubiącą poznawać ludzi, mającą duże grono znajomych. Później nastąpiło to co najchętniej usunęłabym z życia. Zbyt pewna siebie, arogancka, nie szanująca ludzi, mająca wszystko w dupie, egoistyczna... szmata? Tak, to nią byłam. Dziękuję Ci kochanie, że pokazałeś mi kim tak naprawdę byłam, co robiłam, jak krzywdziłam. Bawiłam się ludźmi jak laleczkami, a mimo to, wokół zawsze miałam wierny wianuszek. Teraz nie rozumiem co w tym mnie tak bardzo jarało. Lubiłam niszczyć wszystko każdemu po kolei i perfidnie śmiać im się w twarz. Szkoda tylko, że robiłam to dobrym ludziom, a tych złych broniłam. Jakaż ja byłam głupia! Czy to już grzech ciężki? Rozgrzeszenie nie pozwoli mi sobie tego wybaczyć, wraca do głowy jak największy koszmar. Z tego miejsca przepraszam wszystkich dobrych ludzi, których skrzywdziłam. Żałuję, naprawdę... Ale chyba już się odwdzięczyliście. A ostatni, teraźniejszy etap? Odizolowałam się od świata, nie mam przyjaciół, nie potrafię do końca zaufać nikomu. Dobrze czuję się tylko w zamkniętych pomieszczeniach wśród znajomych, bliskich ludzi. Bezpieczeństwo i bezgraniczny spokój osiągam tylko w ramionach ukochanego. Tam, jestem porcelanową laleczką, bardzo kruchą i delikatną. Wiem, że nie pozwolisz skarbie, żeby stała mi się jakakolwiek krzywda. Pewnie zastanawiacie się jak można żyć bez przyjaciół, spotykając się tylko z ukochanym i bardzo rzadko z jakimiś ludźmi, nie mających wpływu na nic w naszym życiu? Mi to zupełnie odpowiada. Nie muszę patrzeć na ten fałsz świata, krzywe spojrzenia, słuchać obelg, wyzwisk. Myślicie, że wiecie tak wiele o mnie, a ja o was nic - jest zupełnie odwrotnie Lubię być odosobniona. Tak jest przyjemnie. Mając tylu najbliższych, że w dłoni jest za dużo jest palców, nie rozmawiając z ludźmi, ograniczać kontakty wyłącznie na urwane "siema" na ulicy. To jest wygodne. Bratnie dusze odnajduje czytając cudze blogi. Dziś wpadł kolejny... To zabawne, jak obcy ludzie mogą być podobni. Co jest najśmieszniejsze? Jeszcze zaledwie kilka dni temu wypowiadałam się o niej bardzo negatywnie, a po odłożeniu dumy na bok i szczerym przeproszeniu, wyjaśnieniu ujrzałam w niej cząstkę mnie. Nie mam pojęcia dlaczego nadal nieświadomie potrafię zadawać ciosy. Staram się to zmienić. Postarajcie się o trochę wyrozumiałości wobec mojej osoby. Będę bardzo wdzięczna. Może to nie do uwierzenia, ale ja też posiadam cząstkę dobrego człowieka, sumienie, uczucia i sercem. Ta mała cząstka nadal się powiększa. Przeszłość nadal boli, ale jest przeszłością. Tamta Natalia umarła, wydając na świat nową, dobrą. Trzymajcie kciuki za mnie. Nawet ja potrafię pokochać... Już więcej nie zranię żadnego dobrego człowieka. Zbyt dużo straciłam, zbyt wiele zniszczyłam, zbyt wiele zabrałam... Jestem taka zmęczona, taka zniszczona...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz